Nasila się nadzór, ograniczana jest prywatność – trend jest światowy. A liderzy to: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Tajwan, Malezja, Chiny i Rosja. Dwa ostatnie państwa nie stanowią zaskoczenia, są wszak na bakier z demokracją, prawa człowieka uznając za niebezpieczny dla państwowego ładu wymysł Zachodu.
Nie zaskakuje w zestawieniu pozycja USA, które od 11 listopada 2001 roku toczą boje z terroryzmem gdzie się tylko da, inwigilując także swoich obywateli.

Że w 2007 roku sprawy miały się coraz gorzej, pokazuje raport opublikowany przez brytyjskie stowarzyszenie Privacy International i Electronic Privacy Information Center z USA. Szczegóły w magazynie wired.

Rządy potrzebują narzędzi do zwalczania terroryzmu, cyberprzestępstw, nielegalnej imigracji i handlu narkotykami. Technologia daje pole do popisu: kamery przemysłowe, podsłuchy, dokumenty biometryczne, chipy. Jest w czym wybierać.
W 2005 roku firma Frost & Sullivan przewidywała, iż technologie biometryczne, stosowane na szeroką skalę, wygenerują w 2009 roku zyski rzędu 4.7 mld dolarów.

Imperatyw ekonomicznej ekspansji tylko sprzyja rzecznikom nadzoru i kontroli. Można oczywiście obracać prognozy w żart i kpinę, aczkolwiek fakt iż prawo za zmianami nie nadąża, nie nastraja optymistycznie.
Czy skrajną łatwowiernością nie jest akceptowanie metod, które chroniąc nas przed przestępcami, wrzucają (profilaktycznie) do kartoteki policyjnej z napisem: podejrzani?