400 pracowników, luz jak na studenckiej imprezie, darmowe żarcie, zawalone prywatnymi gadżetami firmowe biurka. Do tego didżejskie sety w przerwie pracy. Tak w zarysie wygląda biurowa codzienność w siedzibie Facebooka, choć wygląd strony tego nie zapowiada. Oszacowana na 4 mld dolarów wartość firmy (za telewizją CBS) rośnie z każdym kolejnym użytkownikiem i kolejnym kliknięciem. Czy konkurent MySpace i podobnych serwisów społecznościowych wykosi konkurencję?

Facebooka wzięli pod lupę autorzy programu telewizji CBS „60 minutes”. W sieci można obejrzeć reportaż. Jego autorzy zwrócili uwagę na fakt, iż pomysłodawca Facebooka jest ledwie 24-latkiem; prowadząca rozmowę dziennikarka co rusz z tego powodu dawała wyraz swemu zdumieniu. Przyznam, że początkowo było to zabawne, potem już irytujące. Pewnie dlatego tak zaaferowani Markiem Zuckerbergiem dziennikarze pobieżnie potraktowali kolejną kwestię, którą sami zasugerowali: czy Facebook powtórzy biznesowy sukces Googla? Albo czy jest w stanie wywrzeć wpływ na polityczne wybory Amerykanów? Sondaże wskazują, iż użytkownicy Facebooka skłaniają się ku konserwatywzmowi i prawicy. Nie darzą sympatią np. Hilary Clinton, wolą republikańskich pretendentów do Białego Domu. Zasadniczo więc różnią się od przeciętnych myspace’owych freaków.

Mnie ciekawi, kiedy nasza-klasa stanie się obiektem dziennikarskiej analizy wykraczającej poza pobieżną fascynację faktem, iż parę milionów Polaków dostało na punkcie klasowego serwisu kompletnego świra. Bo chyba ta fiksacja rodzi większe konsekwencję niż zdumienie faktem, iż kolega ze szkolnej ławy wcale tak nie przytył, a koleżanka nie zestarzała.