Oglądam, słucham i tkwię w zdziwieniu: Suicide syntetyczny industrialny pop z lat 70 – wówczas zgoła zignorowany – po tylu dekadach wali po uszach i głowie. To rzecz bezsprzeczenie chora, która zrodziła się chwil temu parę we łbie otumanionego psychotropami Elvisa, zmuszonego elekrowstrząsami do powstania z grobu .
Jeden ze sztandarowych utworów duetu Suicide krytyk Emerson Dameron określił: one of the most terrifying, riveting, absurd things I’ve ever heard.
Wystarczy wziąć w nawias tanich epigonów, naśladowców, kontynuatorów Suicide i dawkować sobie umiejętnie oryginał.