Balony i sterowce wypatrywane z zielonych tarasów i zamienionych w ogrody dachów. W dole bulwary ciągnące się wzdłuż kanałów, po których suną wodne taksówki, mijając domy na wodzie. Takie miasto żyłoby innym rytmem. W takim mieście chciałbym żyć.
Pozbawiona utopijnej otoczki idea mieszkalnych balonów okazuje się mieć całkiem praktyczne zastosowanie.


via.

Zasilane energią z baterii słonecznych, wyposażone w kuchnię i łazienkę, przycumowane do ziemi stają się czymś więcej niż tylko prowizorycznym schronieniem dla mieszkaców miast, które, przykładowo, dotknięte zostały powodzią lub innym kataklizmem.
Zgoła banalny pomysł znalazł twórcze rozwinięcie w koncepcji Studia Linford. Pisze o tym z godną pozazdroszenia fascynacją Geoff Manaugh z Bldgblog.

Co stoi na przeszkodzie, aby wiszące domy – abstrahując od ich survivalowego kontektu – stały się miłym dla oka, zrywającym z urbanistyczną rutyną, inspirującym wyobraźnię urozmaiceniem miejskiego krajobrazu?