To pozornie nieefektowny dokument – powstawał w trasie po islandzkich pustkowiach i miasteczkach. Ale urzeka niewymuszonym liryzmem. Muzyka Sigur Ros bywa jak mantra mająca w tle chłodny i mglisty wyspiarski krajobraz. „Heima” ma walor wyrazistej muzycznej impresji o wyspie, o zwyczajnych Islandczykach.
Przyjemność z oglądania jest podwójna, bo dokument przekonuje, iż obecność w popkulturowym obiegu, status gwiazdy, nie oznacza wcale roztopienia się w popkulturowej magmie, ani zaprzeczania swojej niepowtarzalnej wrażliwości. I nikt przy zdrowych zmysłach nie powie o Sigur Ros, że brzmi prowincjonalnie i pretensjonalnie.