Feministyczna wkładka „Wyborczej” – z okazji 8 marca – zainspirowała mnie, nie całkiem przez przekorę, bym domagał się serii felietonów z okazji Dnia Mężczyzn (czas najwyższy wydobyć to święto z mroków zapomnienia).

Po jakie licho obchodzić Dzień Faceta? I co kobiety miałyby dawać w prezencie samcom?
Ponad wszelką wątpliwość trzeba święto obchodzić i to gremialnie, z racji tego, że męskość – nie tyle męski pierwiastek – jest w głębokiej defensywie. Nie rzecz w feministycznej fali i ekspasji „miękkich” kobiecych wartość, które odgrywają większą rolę w biznesie i polityce niż „archaiczne” (sic!) męskie upodobania do konfrontacji, rywalizacji, stawiania spraw na ostrzu noża. Rzecz w biologii. Szukacie argumentów, zajrzyjcie do „Przekroju”

Ubywa nas, zatem spieszcie się dziewczyny. Może kiełkujące w podświadomości przeczucie deficytu prawdziwych mężczyzn (?), a może windowanie kobiet w społecznej hierarchii, czynią z francuskich pań seksualnych predatorów:

Raport to poważny i opasły, a konkluzja wcale nie musi ograniczać się do Francuzek. Ileż kobiet gotowa jest pójść w ślady cytowanej przez brytyjską gazetę wybranki Sarkozego:

Carla Bruni jest kategoryczna w żądaniach: i want a man with nuclear power.

Pewien tamtejszy dziennikarz, pisząc gościennie w Dzienniku, zauważa, że Polki są staromodne, przypominają Francuzki z lat 60.

Skądinąd zabawny to cytat, pokazujący, iż facetom zdarza się czasem dominować nad płcią piękną. Retorycznie… rekompensują sobie porażki w ulicznych konfrontacjach na spojrzenia.

****
Update:
Dzień Mężczyzn przypada dwa dni później, 1o marca. A zresztą czy to ważne, to kobiety są bohaterami. Zobaczcie.