Więcej się konsumuje i wydala więcej. Ta zależność w Polsce skutkuje nie wzmożonym recyclingiem, lecz permanentym zasyfieniem ongiś sielskiego dziś szkaradnego pejzażu.
Wszędzie na wietrze straszą foliowe reklamówki. To wygląda na pobojowisko, resztki po jakiejś chorej cywilizacji.

Syty obywatel, dając upust swojej gospodarskiej zaradności z pierwszym promykiem słońca wypierdala za płot, do rowu, w krzaki, byle z dala od swojego domu, stare meble, lodówki, spuchnięte worki śmieci. Ta bezmyślna praktyka przybiera rozmiary epidemii, której nie można powstrzymać.


via Ektopia

Spacerując dziś po okolicy doszedłem do smutnego wniosku, iż Polak choć zdecydowanie majętniejszy, ale zasklepiony w poszytej ignorancją prywacie, na niespotykają skalę dewastuje przestrzeń publiczną. Ten proces nabiera podobnego tempa z jakim – w tym sparszywiałym od śmieci kraju – rośnie sprzedaż błyszczących aut, ekskluzywnych kosmetyków, proszków do prania, past wybielających zęby, odświeżaczy powietrza. Jakby cieniem łapczywej walki o luksus było wzmożone defekowanie.
Pewnikiem Polacy są coraz bogatsi, ale ciągle ich spory procent zachowuje się tak jakby żył w dziewiętnastowiecznych slumsach.