Dziś mało kto zaprząta sobie głowę generacją JP2. Mimo rozmaitych inicjatyw okazała się iluzorycznym bytem powołanym do życia przez publicystów, piszących o przemożnym wpływie charyzmy poprzedniego papieża, a nie zastanawiących się nad tym, jak to się dzieje, że pomimo tej fascynacji Polacy nie znają papieskiego przesłania i nie czytają encyklik.
Publicyści nietrafnie ocenili potencjał i nośność ówczesnych emocji. Ciekawe więc, czy zbliżająca się kolejna rocznica śmierci Karola Wojtyły będzie okazją do korekty poglądów.
Ponad wszelką wątpliwość trzy lata temu mieliśmy do czynienia z autentycznym masowych przeżywaniem śmierci Jana Pawła II, lecz narodowa żałoba nie stała się katalizatorem społecznych przemian, które zaważyły jakoś szczególnie na życiowych wyborach młodych Polaków. To, co młodą generację ponad wszelką wątpliwość dziś pochłania, to poszukiwanie lepszej pracy i nowa pasja, czyli nasza klasa.pl.

To ostatnie fenomeny – przyznaję, że przedstawione trochę ironicznie – zsekularyzowanego świata. Jeśli tkwię w błędzie i relacje religia-współczesność mają się inaczej, niech ktoś nakłoni mnie do rewizji spostrzeżeń.
Z drugiej strony nie podzielam poglądów, że religia jest reliktem, albo wirusem odpowiedzialnym za przemoc i zaślepienie, które zagrożają indywidualnej wolność lub wprost czynią ową wolność iluzoryczną. Innego jestem zdania i ponadto sądzę, że „pogłoski o śmierci religii są przedwczesne”, niezależnie od tego, jak nasze religijne impulsy i potrzeby zdają się obecnie zanikać albo tkwić w uśpieniu.
Myśląc o religii warto odnieść się do intuicji i potrzeby poszukiwania sensu, który wykracza poza empiryczną wiedzę o życiu, i który odnosi się do przeczucia istnienia wyższego ładu. Ta ostateczna tajemnica – jak horyzont – pozostaje po za naszym zasięgiem, naukowe odkrycia przesuwają tylko granicę poznania, nie ujawniając samej istoty rzeczy. Tajemnica, aby trwać, pozostaje nieprzenikniona. I tym samym tworzy pole dla wiary.
Dlaczego o tym piszę? Gdyż „Dziennik” zamieszcza fascynujący artykuł Johna Gray’a o „nowych ateistach”, m.in. Richardzie Dawkinsie, autorze „Boga urojonego” oraz Christhoperze Hitchensie, spod którego ręki wyszła rezonująca debatami i polemikami książka: „Bóg nie jest wielki”. Niestety, w sieci jest tylko artykuł opublikowany wcześniej przez brytyjski The Guardian .

Na rzecznikach nowego ateizmu Gray nie zostawia suchej nitki. Zarzuca im nieuprawinioną uzurpację, gdy przeciwstawiają naukę religii, uznając ją za zjawisko niższego rzędu.
Tymczasem zdaniem Gray’a, impuls religijny jest immanentny, zatem próby jego stłumienia, wyrugowania z życia, skończą się porażką, tak jak próby tłumienie popędu seksualnego.
Ale inny polemiczny argument filozofa uważam za istotny. Gray podkreśla, iż rzecznicy ateizmu nie stronią od żarliwości upodobniającej ich do religijnych fundamentalistów. Wielu z nich wyznaje świecki mit – wiarę w prymat nauki i postępu, mającą wyrwać ludzki rodzaj z okowów urojonego Boga.

Tyle pasjonującego artykułu Gray’a. Polecam go uwadze.

Akurat bliski jest mi agnostycyzm. Nie sposób go zaangażować do nie wolnych od przemocy politycznych krucjat, tak jak bywało w XX i XIX wieku z ateizmem. Ten zaś postrzegam jako rodzaj wiary, bowiem nie sądzę, aby Boga istnienie lub nie, dało się wytłumaczyć i logicznie udowodnić. Takich prób podejmowano bez liku, i żaden z ważkich głosów nie przechylił szali zwycięstwa na którąś stronę.

Reasumując, z niechęcią odnoszę się do inkwizycji jak i do bolszewików.