Design is dead. Jest w słowach Philippa Starcka spora doza kokieterii, wszak w jego głowie zrodziły się wyjątkowe designerskie cacka, on sam ma status gwiazdy. Dlaczego miałby ogłaszać własny zgon?

W wywiadzie dla Die Zeit wspomina o wstydzie powodowanym przez fakt, iż projektował luksusowe przedmioty. Czy mamy do czynienia z neofitą obierającym nie do końca sprecyzowany idealistyczny kurs, gdzie radosny hedonizm (bez poczucia winy) wypiera poczucie obowiązku i głębszego sensu?
A może mamy do czynienia z medialną manifestacją, która odświeży wizerunek światowej gwiazdy designu?

Gdy Starck mówi, że w przyszłość projektantów zastąpią prywatni trenerzy, instruktorzy fitness, konsultanci od diet, sugeruje jakąś brzemienną w społeczne konsekwencję zmianę.

Nowoczesny konsument ma poczucie panowania nad własną egzystencję, postrzega swoje życie jako projekt modyfikowany wedle obowiązujących trendów. Stąd nacisk na nieustanne uaktualnianie. To technologia narzuca tempo, nie daje spokoju. W miejsce wytchnienia oferuje wieczną ekscytację.
Producenci podsuwają coraz to nowsze narzędzia pozwalające konsumentowi „zmieniać” siebie i otoczenie. To już nie czasy zestandaryzowanych produktów, lecz produktów pozwalających się odróżnić. Inni mogą nas naśladować, albo ucieć do przodu sięgając po nowsze zabawki. Designerzy są wszędzie i każdy jest nim na własny użytek. Świat nie będzie potrzebował Starcków.