Polityka sprowadza się do marketingu. W czwartkowym „Dzienniku” czytam, iż o sukcesy Donalda Tuska mają zadbać spece od piaru.
Premier rządzi krajem, a premierem ktoś pomiędzy stylistą i osobistym trenerem. Polityk przeistacza się w produkt piarowskich zabiegów. Określenie „mąż stanu” jest nie z tej epoki, zalatuje naftaliną.

A może premier uświadomił sobie, że doszedł do ściany i poparcie będzie tylko maleć, jeśli w dziedzinie retuszu i medialnej oprawy czegoś chwytliwego nie zastosuje?

Może czuje też na karku oddech konkurencji? Na razie wyimaginowanej, ale jak będzie dalej, nikt nie wie.

Oto ostatni „Przekrój” zamieszcza wywiad z Rafałem Dutkiewiczem. Rozmowa podkręca „gdybologię”, czy oto bijący rekordy popopularności prezydent nie ulegnie pokusie walki o schedę po Lechu Kaczyńskim. Ten bowiem przestaje się liczyć. Brak mu charyzmy, determinacji i wizji. Wpadki jego doradców zwielokratniają politowanie, jakie budzą poczynania Pałacu Prezydenckiego.

Ale nie wyobrażam sobie, aby pozbawiony politycznego zaplecza Rafał Dutkiewicz zdołał pokonać rozpędzoną machinę Platformy Obywatelskiej. Chyba, że rzeczywiście jego polityczna kariera spoczywa w rękach stylistów i wizażystów. I Dutkiewicza tak odmalują, że w konkursie politycznego charmu znokautuje Tuska.