Olimpijska sztafeta chroniona policyjnym kordonem i wygwizdywana w Londynie i Paryżu. W piątek olimpijski znicz dotrze do San Francisco; potem zawita do Australii i tam pewnie też dojdzie do protestów.
Jeśli chińskie władze i urzędnicy MKOl-u sądzili, że uda im się promować żałosną farsę jaką będzie olimpiada – święto sportu i pokoju – w kraju zorganizowanej opresji i komunistycznej dyktatury, tłamszącej nie tylko Tybetańczyków, to srodze się zawiedli.
Może Seweryn Blumsztajn uderzając w wysokie tony, gdy pisze o „mocarstwie przyzwoitych ludzi”, dotyka istotnej prawdy?

W budzeniu poczucia globalnej solidarności niemały ma udział internet. Skraca dystans, mobilizuje i tworzy poczucie współuczestnictwa. Banalne, ale prawdziwe.
Oto dwa z masy krążących po necie filmowych zapisów niedawnych zajść w Paryżu.

Oburzać się w obliczu niegodziwości jest rzeczą naturalną. Jeszcze bardziej ludzkie jest dawanie temu wyrazu, nawet jeśli się czasem powątpiewa w sens i mówi o „pustych gestach”. Kropla drąży skałę.