Chętnie przeprowadzę się do Berlina: więcej przestrzeni i zieleni dających wytchnienie. Zresztą Berlińczycy zdają się być bardziej pogodni niż my. Nie dadzą Ci oddczuć, że gonią, że poddani są ciśnieniu, które nas napełnia niezadowoleniem i frustracją. Berlińczycy emanują spokojem i luzem.


Berlin dostarcza w bród freakowych atrakcji. Ot, zdarza się, iż w weekend lokatorzy zamieniają swoje mieszkania na kluby; że nielegalne, mało kogo obchodzi. Dodatkowa atrakcja: rozgłośnie radiowe grają tak, iż nie przeszkadza brak empetrójki.

Fakt, Berlin przetłacza rozmachem. To rozrastający się moloch nie do ogarnięcia. A jednak niemal na każdym kroku zaskakuje małomiasteczkowym i multikulturowym klimatem: Azjaci, Turcy, Afrykańczycy.
Jest w tym etniczym tyglu coś z Londynu i Nowego Jorku. I dlatego Berlin niepodobny jest do polskich miast.
Za luzacki rewir uchodzi pielęgnujący robotnicze i lewicowe korzenie Kreuzberg, którego miejski rytm zdominowały freaki, emigranci, idywidua o artystycznych aspiracjach i undergroundowym sznycie.

Tu z zasady żyje się nie stwarzając innym problemów, żyje niedbale i nieśpiesznie, choć miasto rozgorączowane i rozwibrowane wciaga na potęgę.

Jeśli zwariowany Kreuzberg nie przypadnie Ci do gustu, proponuję Prenzlauer berg, bardziej snobistyczny. W poenerdowskich kamienicach nie brakuje mieszkań do wynajęcia za kwotę grubo poniżej 300 euro (włączając opłaty).

Berlińska majówka jest bezwględnie rewolucyjna (sic!). Wieczorem anarchiści i lewacy ganiają się z policją. Za dnia trwa coś na podobieństwo karnawału albo bachinaliów: muzyka rozlewająca naraz z kilkunastu scen po całej dzielnicy: rock, hip hop, punk, metal. Każda knajpa wystawia na ulicy stolik z żarciem i drinkami.

Nikomu nie wadzi lejące sie strumieniami piwo, zresztą nikomu alkohol nie uderza do głowy. Wolontariusze w kamizelkach „anti-flaschen” zbierają z trotuarów butelki. Rebelia, rebelią, ale rano dzielnica będzie wyglądać jak u nas Wadowice sposobiące się na przyjazd papieża. Ot, berlińska egzotyka.

Stolica Niemiec stanowi trudne do skopiowanie połączenie luzu, mieszczańskiej skrupulatności i tolerancji, bałaganiarskiej egzotyki i dbałości o przestrzeń publiczną. Samochód jest zbędny. Wystarczy rower, z którego korzystają nobliwe panie, faceci w garniturach i postarzałe punki. Berlin ofiarowując mnóstwo swobody, bo każda dzielnica ma swój charakter i wszędzie dostaniesz się metrem lub kolejką.

To miasto ofiarowuje wolność wyboru, w żadnej mierze nie osacza, nie drażni, nie doprowadza do frustracji. Zresztą frapuje architekturą.

Może z tegoż powodu slogan promujący miasto nie razi banalnością: be Berlin.