Nim nastała wiosna krajobraz upstrzony strzępami folii wyglądał jak rozrastające się pobojowisko, albo sceneria z filmów Szulkina. Tylko zamiast bezradnych uciekinierów mieliśmy i mamy sytych i zadowolonych konsumentów.

W soczystej zieleni foliowe torebki z logo rozlicznych supermarketów nie rzucają się za bardzo w oczy. Lecz jesienią nad działkowymi ogródkami będzie się niósł pod niebo smród palonego plastiku. Zatem słowa „krucjata” – mimo wojowniczych konotacji – jest jak najbardziej na miejscu.
Pewnikiem nie ma drugiego kraju w Europie, którego obywatele z desperacją i bezradnością mieszkańców slumsów – ale nic nie tracąc z konsumenckiego zadowolenia – tak wokoło siebie syfią.

Stąd akcja „Dziennika” – aby raz na zawsze uporać się z foliowym problemem – godna jest aprobaty. Można się podpisać pod obywatelskim projektem ustawy. Można zwyczajnie w świecie z odmowy przyjmowania śmieciowego gadżetu uczynić nawyk.
Zwykłem odmawiać, odruchowo. Medialna krucjata zwiększa szanse zaszczepienia w narodzie mody na ekologiczne torby. Jeśli skorzysta na tym przyroda, co jest nagannego w takim interesie?

***

Z plastikowych toreb najbardziej wolę taką. A propos, pomysłów na wykorzystanie folii magazyn Instructable ma szereg. Czy nie warto przy okazji szukać inspiracji w old skulowych instruktażowych audycjach pana Słodowego?

Nie bierz folii w sklepie