Niech Podolski nie odważy się przyjeżdżać do Polski, a sędzie Webb lepiej emigruje z Anglii. Oto wnioski, jakie nasunęły się naszym kibicom w trakcie oglądania Euro 2008.
Wsciekli i rozżaleni patrzą na piłkarskie rozgrywki w kategoriach narodowego dramatu i spisku. Widzą w Howardzie Webbie przekupnego intryganta, który za pieniądze nas sprzedał. Zjednoczona kibicowska brać łącząc się w bólu daje mu wyraz w kloaczny sposób. Ot, łagodniejsza dziewczęca próbka pochodząca ze strony popularyzującej futbol:
Przeraziła mnie obfitość nienawiści do Anglika. Masowa i spontaniczna, nie dająca się uzasadnić tezą, iż sędzia sam sobie jest winien, gdyż był stronniczy.
Okazuje się, że nasz głód sukcesu jest tak ogromny, że w swoim niezaspokojeniu rychło przeradza się w masową frustracją. Zatem może winno się – w trosce o nasze o zdrowie psychiczne – zakazać startu w piłkarskich turniejach?

Idąc tym tokiem myślenia, należałoby darować sobie organizację Euro 2012. Przecież przy takim braku dystansu i wyluzowania niechybnie trafi nas szlag; w pewnym sensie szlag pionierski w skali Europy. I to będzie nasz wkład w popularyzację futbolowej szmacianki.

***
Tuska też poniosło (błazeńskim tekstem upodobnił się do Berlusconiego. Rzekł a propos sędziego: chciałem zabić.