Skąd się biorą celebryci? Znikąd, czyli z TV – Jana Klata, „Tygodnik Powszechny”.

Odmieniona, wyszczuplona Maria Peszek zwierza się w periodykach i w tv ze świeżo odkrytej seksualności. I ze słabości do Radka Sikorskiego: kocham się w nim potajemnie.

Zwierza się na potęgę: po którą gazetę nie sięgnę, wszędzie jej pełno. Zwierzenia nie mają posmaku skandalu, choć Maria nie owija w bawełnę. Czuć tu wysiłki jej menadżmentu, postępującego wedle promocyjnej metody: skandal rodzi zainteresowanie.

Nim płyta trafiła do sklepów zauważył ją „Fakt”, albo bodajże „Super Express”, i w pełnym hipokryzji biadoleniu nad upadkiem obyczajów, skrytykował klnącą Marią. Teraz każdy nowonarodzony fan kupi płytę i książeczkę „Bezwstydnik” w empiku: są dobrze wyeksponowane.

Jeśli w tym zamieszaniu jest podniecenie, to aseksualne, związane z faktem, iż promocyjny cykl nie trwa wiecznie, należy się spieszyć. Bo jeśli nawet trwa szczytowanie, nagle – jak z Filip z konopii – może wyskoczyć inna pobudzona gwiazda i narzucając się ze swoją płytą skraść parę minut.

Może wydawnictwo Maria Awaria jest genialne. Byłoby fajnie odkryć to ukradkiem i muzyką nieoczekiwanie się zachwycić. Niestety, ta okazja zostało zawodowo „spier…..na”. Tym dosadnym słowem nawiązuje do Pogodno i arcyodjechanej „Opherafolii”. Z niej pochodzi „Sfinks”. Uprzedzam: puchą uszy.
Bo w kwestii wulgaryzmów Maria, choć twierdzi, że jest „trochę zdzirą”, nie dorasta Pogodno do pięt. Co więcej, Pogodno nie robi z tego zbędnego ambarasu.