Ileż to już razy wpuszczano nas – naiwnych – w maliny. Wizy były, są i zapewne długie lata będą. Śmieszy mnie więc deklaracja rozpaczliwie walczącego o głosy Johna McCaina.

Przyrzekł, że „rozpatrzy” sprawę zniesienia wiz dla Polaków udających się do USA – tyle „Gazeta Wyborcza”. Typowa gadka-szmatka.

Zaryzykuję tezę, iż większość liczących się amerykańskich polityków nie potrafi wskazać Polski na mapie i wcale się tego nie wstydzi. Nie chodzi jednak o słabą znajomość geografii. Rzecz w tym, że dla Amerykanów nie jesteśmy znaczącym partnerem. Dla pocieszenia przypomnę wpadkę McCaina w dyskusji telewizyjnej: wypowiadał się o premierze Hiszpanii przekonany, że Zapatero to jakiś antyamerykański satrapa z Ameryki Łacińskiej. Ignorance is bliss.

Tak więc, za Ocean pojadą bez wiz nasi sąsiedzi, którzy nie kwapili się z posyłaniem wojsk do Iraku i Afganistanu: Czesi, Słowacy, Węgrzy, Litwini, Łotysze i Estończycy.

W czasie kampani żaden z pretendetów do prezydeckiego fotela nie znalazł czasu na spotkanie z polonijnymi działaczami. Niektórzy podnoszą fakt, że w sztabie Baracka Obamy pracuje syn Zbigniewa Brzezińskiego. Naiwnością byłoby jednak sądzić, że ma to jakiekolwiek znaczenie.
Mniej naiwnego romantyzmu, iluzji i ślepej fascynacji. To nam dobrze zrobi.