Wydawało się, że po tym, jak wszyscy – nawet koledzy z PiS – zmyli mu głowę za bzdury o białym człowieku i o Obamie, zamilknie i ucieknie, gdzie pieprz rośnie. Skądże znowu. Temperament do gadania od rzeczy poseł Artur Górski ma niesłabnący. Oto obsadził siebie w roli opozycjonisty-męczennika.

Poseł PiS dał wyraz swoim obawom w wywiadzie dla „Najwyższego Czasu”. Skądinąd dziennikarza zadającego pytania też poniosły emocje, hen daleko, w absurd:

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych chce ukarania Pana za to, co Pan wygłosił z sejmowej mównicy. Czy to oznaki odradzającego się nazizmu, gdzie poglądy inne niż zgodne ze stanowiskiem władzy były tępione z całą surowością?

Gdzie ten nazizm się odradza, w czyich głowach, tego redaktor Dariusz Kos nie wspomina, bo a nuż przezornie ktoś mu poradzi, żeby się puknął w swoją głowę.

Swoją drogą poseł Artur Górski, który zwykł uchodzić za zahartowanego w bojach orędownika Tradycji, Rodziny i Własności, jawi się jako osoba pozornie światopoglądowo zwarta.
Jak bowiem inicjator apelu o Intronizację Chrystusa na Króla Polski może zaliczyć do swoich ulubionych zagranicznych filmów „Monty Pythona i Świętego Graala”? Niepojęte
Chyba, że w głębi duszy Górski to szczery ironista, na którym mało kto się poznał. On sam również pozostaje dla siebie zagadkę.