Psychiczne wyczerpanie, brak weny, a może przedświąteczne rozkojarzenie? Jakby nie patrzeć, z końcem roku w gazetach wysyp gniotów, wtop i publicystycznych porażek.
O zadymie wokół nagrody dla Rymanowskiego, która rozsierdziła Pacewicza tylko wspomnę. Komentatorów jakoś częściej zawodzi pióro, więc atakują masą chybionych argumentów, że aż chwilami zdrzyta, gdy się to czyta.

Choćby ostatnio w swoim blogu Rafał Ziemkiewicz: w stylu odrzuconego amanta wylewa żale, że Jarosław Kaczyński przestał go lubić. Żeby wybrzmiało dobitniej, tytułuje notkę: „Kocha, lubi, szanuje„. Zaraz zrobiło mi się smutno.

Inny przykład z łam „Rzeczpospolitej”. Analizując fenomen przewagi PO nad PiS Piotra Semka zabrnął w gastronomię. Nie mogłem się powstrzymać, więc obficie cytuję, siorbiąc herbatkę.
Cola, obok szlachetny trunek z winogron. Ciekawe, komu w naszym politycznym grajdole Semka przypisze rolę jabola, a kogo uzna za np. kranówkę?
Na lokalnych łamach też momentami publicystyczna maligna. Adam Domagała, dziennikarz wrocławskiej „Gazety Wyborczej”, w polemicznym ferworze broni idei sylwestrowego koncertu Dody, Modern Talking i rozpaczliwie pyta:

Czy dlatego, że dzięki miejskiej dotacji przez cały sezon wrocławianie mogą po ciemku oddawać się refleksji w kinie studyjnym, teatrze i operze, w sylwestra nie mogą się estetycznie upodlić?

Trzymam kciuki za autora, żeby powyższym tekstem wyczerpał limit pisania bzdur i nie musiał więcej się upadlać i nam to wmawiać.