Generalnie zazdroszczę Holendrom luzackiego podejście do życia. Obyczajowo wypadają korzystniej na tle naszego rodaka-szaraka nawykowo przywiązanego do tradycji i po sztywniacku traktującego otoczenie. Ale bywa, że przesadność w luzackim podejściu do życiowej materii może razić.

Agencja Selmore przygotowała kampanię przestrzegającą przed skutkami nierozważnego obchodzenia się z fajerwerkami. I sięgnęła po iście wybuchowy efekt – skojarzenie z talibami.

Przy okazji kampanii oberwało się Belgii. W kolejnym klipie oglądamy jak uzbrojeni po zęby terroryści zajeżdżają przed belgijski sklepik, który prowadzi, rzecz oczywista, etnicznie spowinowacony z nimi handlarz. Aktorzy byli na tyle przekonywujący, że podczas kręcenia zdjęć w okolicach brukselskiej siedziby NATO, zatrzymała ich policja.
Mnie kampania nie przypadła do gustu. Ani nie przestrzega, ani nie edukuje, wręcz przeciwnie, banalizuje, zwłaszcza kwestię terroryzmu i fundamentalizmu islamskiego.

Nie wiem, co z reklamowego przekazu zrozumie przeciętny dzieciak. Wiem, za to jakie stereotypy ten przekaz umacnia. Ale to odwieczny problem reklamy: zachwala i promuje walory towaru, usługi, a przy okazji „wyłącza” intelekt i dopieszcza sferę irracjonalnych zachowań.