Na pierwszy rzut oka symbole są łudząco podobne. Wyglądają jak wariacje pomysłu, który wyszedł spod ręki jednego grafika. Podejrzeń o plagiat nie da się więc uniknąć. Ciekawe, jak wytłumaczyć się agencja Eskadra.

Bynajmniej nie jest przesądzone, że sprawa znajdzie finał w sądzie, że tam skierują się autorzy nowojorskiego „słoneczka”. A co będzie, jeśli działacze nowojorskiego gay-center uznają: no problem

Dopiero będzie się działo. Jak po tym wszystkim, co napisano i powiedziano, białostoccy urzędnicy mieliby symbol zaakceptować? Nie tu, nie teraz; Białystok to nie Londyn, Berlin, Amsterdam. A tym bardziej, uchowaj Boże, zepsuty do szpiku kości, dekadencki Nowy Jork.
Z pewnością, białostoccy włodarze już głowia się na tym, jakich sztuczek użyć, aby z symbolu cichaczem zrezygnować. I to jest najsmutniejsze, że w całym zamieszaniu będzie się hartować – jak przy okazji zakazywanych pod byle pretekstem parad równości – obyczajowa hipokryzja i zaściankowość.

Poniżej clip upamiętniający 25-lecie nowojorskiej organizacji.