Jest nam dobrze, jeśli wierzyć sondażom. Cieszmy się więc statystycznym optymizmem dopóki trwa rok 2008.

Jego finisz zwieńczymy na wesoło, z fejerwerkami włącznie. We Wrocławiu miejski sylwester z Dodą i Modern Talking kosztuje grubo ponad milion złotych. Kolejne 12 miesięcy nie zapowiada się tak różowo.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=65Qe-dDIPAo&hl=en&fs=1]


Nawet media, którzy robią interesy na podkręcaniu emocji (a ich katalizatorem jest właśnie kryzys) szykują się na cięższe czasy.
Agora chce zwolnić kilkaset osób. W ślad za nią pójdą kolejne firmy.

Bezrobocie to najdotkliwsze oblicze gospodarczego załamania. Kolejnym spektakularnym symptomem są zamieszki. W komentarzu na temat trwających od tygodni ateńskich rozruchów analityk polityczny Robert Kaplan ostrzega:

W oswajaniu się z tym scenariuszem niech pomogą dramatyczne zdjęcia z Aten.
Czy eskalacja kryzysu doprowadzi do powtórki greckiego scenariuszu w innych krajach? Wszystko zależy od stopnia desperacji.

Prof. socjologii Sudhir Venketesh pytając, dlaczego załamanie gospodarcze nie wyprowadziło Amerykanów na ulice, wskazuje kilka przyczyn.

Amerykanie są zatomizowani, masowa ipod-zacja stan „rozdrobnienia” konserwuje. Katalizatorem społecznego wrzenia są bezposrednie kontakty w sferze publicznej, a od nich i-pod generation najwyraźniej stroni.

Zresztą rosnący lęk i obawy zwykło się redukować farmakologicznie. Że jest to zjawisko masowe świadczą zyski koncernów farmaceutycznych. Istotna jest także niemożność wskazania wroga. Kogo i jakie cele – uznając je za źródło i zarazem za symbol problemów – mieliby demonstraci atakować? Brak zgodności w tej sferze oznacza brak protestów.

I na na koniec pętla kredytowa, a dokładniej konieczność spłacanie rat. Póki jest się w stanie podołać finansowym zobowiązaniom, można się łudzić, iż nie wszystko stracone. Desperacja ustępuje pola nadziei. Na ile iluzorycznej, przekonamy się w 2009 roku.