Gdzie się nie rozejrzeć jest po kanadyjsku: biało, mroźnie i zgodnie z kalendarzem, tak że z ust leci para. Ciesząc się z zimowej aury słucham sporo muzyki z Kanady, pewnie też skutej lodem. Po prawdzie zasłuchałem się tak na tyle, że pomieszało mi to w głowie.
Że Feist, żywiołowe Arcane Fire albo rozwichrzone Wolf Parade (poniżej próbka)

i ponad wszystko Godspeed Your Black Emperor! to nietuzinkowi i obarzeni wyjątkowym talentem artyści, wiedziałem od dawna. Nie tyle chodzi o wiedzę, lecz o radości, jaką daje muzyka. W Kanadzie oddalonej od nowojorsko-londyńskiego matecznika pop kultury dzieją się rzeczy, które każą zastanowiać się, gdzie tak naprawdę jest centrum, a gdzie prowincja opanowana przez nudzących epigonów.
Kto szuka kopiącej energią muzyki, w której, jakby za sprawą rozbrykanego dzieciaka, mieszają się rozmaite brzmienia, style i estetyki, znajdzie jej morze całe na antenie cbc 3. Jak oni to robią? Podobnież młode zespoły są wpierane przez samorządy, dostają państwowe granty. Pomyślałby kto, że byłoby to możliwe u nas.