Trzymają się własnych zasad: odszczepieńców, outsiderów. Mają tagi i symbole, którymi znaczą towarowe wagony, bocznice, pustostany, niczym gang, szczep, ostatnie plemię na Ziemi.
Reszta nie może się temu nadziwić. A czasem się szczerze fascynuje, więc kręcą o hobosach reportaże i newsy, piszą książki, robią zdjęcia. Hobosi bywają tak egzotyczni, że obywa się bez stylistów, albo bez photoshopa.
Fotografie wykonał Santiago Mostyn podczas dwa lata trwającej kolejowej włóczęgi. Z podróży powstała książka: „All Most Heaven”.
O hobosach mimowolnie będzie się pisać więcej, w USA znów uderzył kryzys, zmuszając wielu do wędrówki w poszukiwaniu pracy. W latach 20-30 zeszłego wieku dziesiątki tysięcy bezrobotnych przemierzało przestrzenie towarowymi pociągami, za darmo, bo jakże inaczej, często ścigani przez policję, w poszukiwaniu dorywczej, sezonowej roboty. To wtedy narodzili się mit.

***

Bycie hobo nie oznacza, bycie bezdomnym włóczęgą. To bycie w podróży. Bezdomni w USA to inna historia. W Los Angeles wegetuje ich blisko 80 tysięcy. Ktoś starał się im pomóc i wymyślił EDAR’a.