Coż za paradoks: londyński szczyt G20 przeszedł historii, a jego efekty to ciągle domena futurologów. Ciekawe, z czym za kilka lat będzie się nam kojarzyć – z sukcesem, który wieszczyła na pierwszej stronie „Gazeta Wyborcza”, pisząc o rekordowych sumach na walkę z kryzysem? A może z propagandowym spektaklem najgłupszych gentelmenów, skruszonych, a jeszcze bardziej zaniepokojonych wizją globalnej rebelii zbuntowanych konsumentów i bezrobotnych?
Że fakty jednego dnia, w dniach następnych mogą okazać się bzdurą, blagą, wie ten kto śledzi media.

Cofnijmy się do dramatu 47-letniego londyńczyk, który – jak ustaliła policja – w czasie demontracji alterglobalistów zmarł na atak serca.
„The Guardian” dotarł do amatorskiego nagrania wideo, z którego wynika, że mężczyzna – bynajmniej nie manifestant, lecz zabłąkany przechodzień – został zaatakowany przez policjanta, upadając głową uderzył w chodnik. Potem dostał ataku serca. Nie obejdzie się więc bez dochodzenia i pytań o zasadność stosowania siły przez stróżów prawa.

Na stronie „New York Times’a” trwa dyskusja na temat taktyki londyńskiej policji. Wiadomo, że każda strategia, gdy zostanie rozpoznana, rodzi pokusę sięgnięcia po adekwatną ripostę. Czy skutkiem będzie narastająca przemoc? – zastanawia się NYT. Niewykluczone.

Czytam i oglądam londyńskie wydarzenia utrwalone przez Francisa Qurishi’ego. Ma niezłe oko. Zamrożone kadry zawierają prawdę tylko cząstkową. Niezbędne są słowa. Wskazany jest kontekst.