Doniesienia o świńskiej grypie zdominowały media. To dowodzi wagi zagrożenia, ale i słuszności tezy: wasze problemy, nasze profity.

Gazety lepiej się sprzedają, serwisom radiowym poszły w górę słupki słuchalności tak jak zyski koncernom farmaceutycznym. Lobbyści firm oferujących przeróżne gadżety niezbędne do nadzorowania i kontroli (skanery, bramki, monitory, chipy) zakasali rękawy licząc na zamówienia od państwa i prywatnego biznesu. Wszak od urzędników oczekujemy, że skutecznie zadbają o nasze zdrowie.

Dziś nie ma co gardłować za obcinaniem budżetów straży granicznej, inspektoratom sanitarnym i policji. Oberwie się tylko po głowie od opinii publicznej i mediów. W czasach globalnej grypopochodnej gorączki lud bez wachania stanie murem za orędownikami bezpieczeństwa, nawet jeśli oznacza ono mniej wolności.

Co stoi na przeszkodzie, aby w trosce o nasze zdrowie permanentnie kontrolować podróżnych przekraczających granicę? Czy nie dojrzeliśmy do takiego rozwiązania? Zdaje się, że doraźny akcjonizm, okresowa mobilizacja, muszą być bardziej kosztowne niż stan pełnego pogotowia?

Mam nadzieję, że ów niepokojący okres niepewności minie najszybko, nim rozmaici szarlatani zorientują się, że mogą coś na nim ugrać. Wokoło pełno propagandystów różnych barw, którzy czekają tylko, żeby wyruszyć na żer. Wykorzystają strach przed grypowym zagrożeniem i sprowadzą nam inną pandemię.

Updated:
Skąd pochodzą informacje o zagrożeniu epidemią świńską grypą? The discovery resulted from an expensive and evolving illness surveillance system constructed over the past decade.


Early this week, the Centers for Disease Control and Prevention recommended that anyone with flu symptoms stay home from work or school
– relacjonuje i komentuje na łamach
„New York Times” Judith Warner. Zwróciłem też uwagę na wymowny tytuł artykułu Disease and Terror”, który opublikował Newsweek.

***
Na marginesie dowód, że scenariusze s-f rozgrywają się na naszych oczach.