Nałogi bywają złe. Nie ma pożytku z bycia niewolnikiem (pominę poranną filiżanka espresso). Nałogi wyniszczają i – co za ironia – dają radość. Ten rodzaj ekscytacji to jedyny argument za tym, aby nie przyznać się do klęski.

Nikt z własnego wyboru nie zostaje nałogowcem. Nałóg w gruncie rzeczy jest zaprzeczeniem wolnego wyboru. Kto bowiem zaczyna pić w przekonaniu, że skończy jako alkoholik?

Tej prawdy jest dotkliwie świadom każdy, kto z nałogiem próbował zerwać. Uporczywie rzucał palenie i jeszcze uporczywiej do papierosa – pognębiony – wracał.
U podstaw każdego nałogu leży pokusa, ale większe znaczenie ma iluzja, że nigdy nad tą pokusą nie straci się kontroli. Cała reszta, która następuje potem, to codzienny kierat, rozpisany na partyturę fizjologicznych odruchów, rytuał wdrukowany w ciało.

***

Pozostając przy nieszczęsnych niewolnikach. Władze chińskiej prowincji nakazały mieszkańcom palić więcej papierosów rodzimej marki, by zwiększyć podatkowe wpływy do budżetu. Rozporządzenie w końcu uchylono, jak informuje BBC.

Przypomniałem sobie starą piosenkę Kultu. Z czasów, gdy Kazik Staszewski flirtował ze Świadkami Jehowy. Ktoś powie, religijnymi nałogowcami.

***
Updated.

A w tle muzyka jak z „Rejsu”