Bajeczny archipelag ponad tysiąca koralowych wysepek: laguny, piaszczyste plaże, kokosowe i chlebowe palmy, egzotyczna fauna. Słowem, raj na Ziemi, który, jeśli wierzyć naukowym prognozom, zniknie do końca wieku, pochłonięty przez przybierający ocean.

W listopadzie na inaugurację rządów prezydent Malediwów Mohamed Nasheed oznajmił, że 3oo tys. obywateli musi się oswoić z myślą o eksodusie. Padł pomysł założenie specjalnego funduszu, który sfinansuje przeprowadzkę do Indii, Australii albo Sri Lanki. Pomysł na tyle egzotyczny, że o Malediwach jest głośno.

Pachnie to trochę sprytnym PR-em uprawianym na fali globalnej trwogi wywołanej globalnym ociepleniem. Całkiem oryginalną ideą zarabiania na turystach podniecionych myślą, że jako jedni z ostatnich cieszą się cudami natury. Dziś prawie 30 procent PKB Malediwów stanowią zyski branży turystycznej.

Nikt jednak, kto na poważnie zajmuje się globalnym ociepleniem, zagrożenia nie zamierza bagatelizować. Malediwy mogą zniknąć.
Skądinąd, sto lat to szmat czasu i wiele może się wydarzyć. Ileż przełomów, katastof, globalnych zmian zafundował nam wiek poprzedni. Życie pisze scenariusze, których nikt nie bierze pod uwagę.