Przenieść się na ocean i urządzić życie wedle wolnościowych zasad – ten pomysł chodzi po głowie libertarianom z Seamsteading Institute. O zbudowaniu pływających wysp marzą Wayne Gramlich i Patri Friedman – ekonomista, informatyk i pokerzysta w jednej osobie, na dodatek wnuk słynnego noblisty, orędownika wolnorynkowych idee.

Mieszkalne platformy, przemieszczając się po wodach eksterytorialnych, wymkną się spod kurateli państw. Na pierwszy rzut oka kojarzy się to z typową dla radykałów donkiszoterią, ale czy porywanie się z motyką na słońce nie jest losem każdego eksperymentatora?

W koncepcji odnajdziemy pierwiastek zdrowego rozsądku. Wiadomo skądinąd, że libertarian jest rozsiana po świecie garstka. Zatem czy Friedman twierdząc, że trudniej wygrać wybory, wywołać rewolucję, łatwiej zaś postarać się o pływające mieszkalne platformy, nie ma sporo racji?

Instytut wspiera finansowy krezus, twórca PayPala, Pieter Thiel. Jako zdeklarowany libertarianin przekonuje, że demokracja w USA skończyła się w latach 20. ubiegłego wieku, resztki wolności dobił rooseveltowski „New Deal”.

W emanującej uniwersalnym napięciem relacji państwo-jednostka, libertarianie stoją po stronie indywidualnej wolności. Pływające wyspy będą oazą dla tych, którzy nie godzą się na omnipotencję państwa. Legalizacja narkotyków, harazd, swoboda w przeprowadzaniu eksperymentów naukowych, miękkie podejście do praw patentowych. W tych sprawach libertarianie dają zielone światło. Warto zauważyć, że Friedman należy do stowarzyszenia transhumanistów Humanity+. Marzy mu się „udoskonalony człowiek”.

Stąd też, o ile skonstruowanie wysp wydaje się możliwe, sporym wyzwaniem będzie pokonanie barier natury prawnej. Nie wyobrażam sobie, aby rządy lekką ręką ustąpiły libertarianom pola. Bezpaństwowcy drygujący po morzach i oceanach zawsze obrońcom światowego ładu będą się kojarzyć z piratami – uosabiać chaos i anarchię.

Skądinąd ten utopijny koncept jest zapowiedzią frapującego eksperymentu społecznego. Dotąd mieliśmy do czynienia z pływającymi po wodach międzynarodowych klinikami ginekologicznymi albo piracką rozgłośnią „Veronica” , zainstalowaną na nieczynnej platformie wiertniczej na Morzu Północnym.
Pomysł ewidentnie wzbudza ferment i zainteresowanie. Na stronie instytutu możemy obejrzeć projekty wysp; plon międzynarodowego konkursu.

Kto zaręczy, że wizje pozostaną na papierze? Jeśli tylko libertarianie zdobędą pieniądze, zaryzykują. To pewne jak w banku. I jeszcze na tym zarobią.

***
Updated: „The D.I.Y Mini-Nation” w New York Times oraz kolejny artykuł z magazynu The Futurist: The Case for Micronations and Artificial Islands”