Do znudzenia można powtarzać: popularność nie jest dana na zawsze. Roztrwonić ją można łatwo i na własne życzenie. Politycy sięgają w glorii chwały po ster rządów i nim się spostrzegą władze tracą. Umyka im moment, w którym koło fortuny obiera kierunek łaskawy dla konkurentów.
Zaryzykuje tezę, że jesteśmy w momencie, gdy PO bierze rozbrat z młodym pokoleniem. Powtórzę – na własne życzenie.
Primo – absurdalny pomysł rejestrowania stron internetowych. Wzbudził ferment i zdziwienie. Konsternacji nie można zbagatelizować. Kruszeje kredyt zaufania dany rządzącym. W dobie kryzysu, o ten kredyt jeszcze trudniej.

Internauci to niewielki i zróżnicowany segment społeczny, ale są na fali i będą jeszcze bardziej wpływowi. To kwestia innowacyjności i modernizacji: w mediach, edukacji, gospodarce, kulturze i polityce. Tego procesu nie da się zahamować. Zatem, po co rząd wdaje się w utarczki z internautami?.

Po drugie, po co toczy boje ze studentami i uczniami domagającymi się 49-procentowych zniżek za przejazdy? Pod obywatelskim projektem sygnowanym przez Komitet „Przywracamy ulgi dla studentów” podpisało się 130 tys. osób. Politycy PO są za odrzuceniem projektu, wymawiając się banalnymi przestrogami o kryzysie. Ciekawe, czy to samo mieliby do powiedzenia policjantom, górnikom i stoczniowcom walczącym o swoje?

Dwa wydarzenia w stosunkowo krótkim okresie, niejednemu młodemu człowiekowi dadzą do myślenia, czy aby na pewno właśnie ci politycy reprezentują jego interesy.