Prowadzimy w Afganistanie wojnę, czy też uczestniczymy w humanitarno-militarnej operacji? Po dzisiejszym świątecznym wystąpieniu Lecha Kaczyńskiego mam wątpliwości. Cytat:

Czy te słowa to efekt przyswojenia przez głowę państwa punktu widzenia Samuela Huntingtona, wybitnego i kontrowersyjnego zarazem politologa? W jakim stopniu prezydent podziela bliski bushowskim neokonserwatystom pogląd o zderzeniu cywilizacji?
Przypomnijmy raz jeszcze, Bush to przeszłość. Więc może głowie naszego państwa chodziło o rozumianą – niewątpliwie bardziej dyplomatycznie – kampanię wymierzoną w talibów, połączoną z zaprowadzenie porządku na terenach targanych klanowymi waśniami i dotkniętych chaosem? Lech Kaczyński miał na myśli skomplikowaną operację prowadzoną ze świadomością, że dotyczy ubogiego kraju na domiar złego pozbawionego sprawnej administracji, w którym łamane są prawa człowieka, a produkcja opium i heroiny są dźwignią gospodarki, bo chłopi nie mają innej alternatywy? Nie jestem tego w stanie rozstrzygnąć.

A przecież musimy wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Zobowiązanie wobec USA i NATO to za mało, żeby bezkrytycznie popierać misję w Afganistanie. Także popieranie zwulgaryzowanego i upotocznionego przekonania o nieuchronnym konflikcie Zachodu ze światem radykalnego islamu, w niczym nie pomaga, lecz staje się pożywką dla ekstremistów; także tych po naszej stronie. A tacy niewątpliwie są.

Bezsprzecznie wdepnęliśmy w niezłe gówno, lecz to że jeszcze większym blamażem byłaby z Afganistanu rejterada przed talibami, nie oznacza, że mamy politykom wierzyć na słowo, że wiedzą co czynią i jakie będą ich postępowania konsekwencje.

***

Premier zapowiedział, że rząd pośle do Afganistanu więcej sprzętu. Deklaracja rodzi pytanie, czy ilość pójdzie w parze z jakością. Innowacyjność nie jest – delikatnie mówiąc – naszą narodową specjalnością. Daleko nam do tego, żeby aby ograniczać swoje straty i zwiększyć operatywność, tak jak armia amerykańska sięgając po bezzałogowe drony.