Klamka zapadła i niedługo rozpocznie się eksportowa wywózka jednorękich bandytów z naszych barów, pubów i blaszaków do krajów, których nie nawiedziła antyhazardowa krucjata.
Sprinterskie tempo z jakim parlament przeforsował ustawę musi budzić i podziw, i zastanowienie: dlaczego innych słusznych przepisów nasi politycy nie potrafią równie szybko uchwalić?
Dlaczego inne projekty grzęzną na długie miesiące i lata w sejmowych kazamatach, a ich legislacja się gorsząco ślimaczy? Pewnie długa ich lista jest gdzieś do wglądu na internetowych stronach sejmu.

Że niby tym razem posłom udzieliło się „wzmożenie moralne”? Jakoś nie dostrzegłem go w społeczeństwie: żadnej ekscytacji, żadnych wielkich oczekiwań, że ktoś w końcu dobierze się do skóry hazardowym pasożytom i kusicielom.
Wiem, wiem, problemu nie wolno bagatelizować. Ale myślałem, że politycy w pierwszej kolejności wezmą się za te sprawy, które mieli wypisane w programach wyborczych. Tu zastanawia tempo i łatwość, z jakim o swoich obietnicach zapominają.