To jeden z ciekawszych wywiadów, jaki czytałem – Robert Krasowski (ex-„Dziennik”) przepytywany przez Sławomira Sierakowskiego („Krytyka Polityczna”) nie tylko o kulisach i mechanizmach  ucierania się naszej polityki. Warto zajrzeć do zimowego numeru  „KP”. Mam nieodparte wrażenie, że tym tekstem Krasowski żegna się z  pewną formą dziennikarstwa. Idzie na całość. Mamy towarzysko-polityczny skandal?

Walorem rozmowy jest rzadko spotykana otwartość, z jaką publicysta recenzuje aktorów sceny politycznej, tych dawnych: Kuronia,  Olszewskiego, Walendziaka oraz tych aktualnych.

Np. Donald Tusk, wedle Krasowskiego wyrobił w sobie cechy Czyngis-chana, dlatego traktuje PO nie jak partię, lecz hordę, która pójdzie w rozsypkę, gdy zostanie prezydentem. Oto, jak Krasowski opisuje lidera Platformy:

„Teraz jest najbardziej brutalnym szefem, jakiego znamy, traktuje ludzi jak szmaty, to wiadomo. U niego są takie obyczaje, że ktoś może być wezwany i na przykład przez pół godziny czekać pod drzwiami i słuchać, jak wszyscy rozmawiają o nim. To są metody, które Tusk wprowadza do zarządzania partią, uznając, że skoro wszyscy zarządzają brutalnie, to i on musi”

Lidera PiS, Krasowski recenzuje mniej opisowo, acz również surowo:
„Jarosław Kaczyński jest politykiem, który zabić się nie da, ale który sam zawsze swoją partię wykończy, zmarginalizuje”
Przy okazji, obrywa się m.in. Wildsteinowi. O Rokicie Krasowski dyplomatycznie milczy. W miarę łagodnie obchodzi się z ideowymi przeciwnikami, czyli politykami SLD. A Millera i Kwaśniewskiego, niezwyczajnie jak na konserwatystę (?),  chwali.
Krasowski prześwietla polityczne wydarzenia przez pryzmat osobistych doświadczeń,  co czyni jego uwagi nader intrygującymi. Nie posuwa się do tego, aby obwieścić politycznemu światu (tak jak ongiś internautom),  że ma go „w dupie”. Jednak ostrością osobistych wycieczek  bije na głowę innych publicystów; może dlatego, że nie ogranicza go – dziś wolnego ptaka – żadna redaktorska strategia.
Zważywszy na intelektualne zaplecze oraz ponadprzeciętne aspiracje,  to zadziwiające jak  Krasowski błąka się od prasowego projektu do projektu, co zresztą sam przyznaje,  jednakże podnosząc do rangi dowodu  niezależności.
Gwoli sprawiedliwość, takiego prasowego dodatku jak „Europa” – naszpikowanego wielkimi filozoficznymi nazwiskami – żadna inna gazeta, jak „Dziennik” za rządów Krasowskiego, stworzyć nie zdołała.