Przez pięć lat, 24 godziny na dobę wznoszono Burj Dubai. Piętro w tydzień. Najwyższy budynek świata  ma 818 metrów wysokości. Za trzy dni (4 stycznia) szejk Mohammend bin Rashid Al Maktoum przetnie czerwoną wstęgę i windy wwiozą turystów na szczyt wieży. O ile termin uroczystości, jak nie raz bywało, znów nie zostanie przesunięty.
Burj Dubaj budowało 14 tysięcy ludzi z 45 państw, głównie robotnicy z Indii i Pakistanu. Za wznoszenie architektonicznego kolosa  byli mizernie opłacani. Gmach zaprojektował Amerykanin. Nadzór nad inwestycją sprawował Niemiec. Aż się prosi, aby  spuentować: sprezentowali światu nową wieżę Babel. Jakże kosztowną zabawkę.

(Photo by Semâ Bekirovic via booooooom)
Tak jak rosła gigantyczna konstrukcja, rosły długi Dubaju. Sięgają 59 mld dolarów. Kiedyś napisałem, że drapacze chmur staję się grobowcami hiperkapitalizmu  – inwestorzy znikają, dowód ich megalomanii zostaje.
Dziś wiadomo, że bez pomocy Zjednoczonych Emiratów Arabskich Dubajowi grozi bankructwo. Z analizy Bank of America, przytoczonej przez „New York Times’a”, wynika, że kłopoty emiratu mogą zachwiać rynkami wschodzącymi; grozi nam powtórka scenariusza z Argentyny początku tego wieku i Rosji latach 90.
Jeśli czarny scenariusz kolejnego finansowego tąpnięcia wydaje się nazbyt egzotyczny jak fatamorgana na arabskiej pustyni, wspomnę jeszcze o kolejnym punkcie zapalnym. O Kalifornii z jej ósmą co do wielkości gospodarkę świata. Stan, który zwykli Amerykanie  nazywają  golden state, pod rządami Arnolda Schwarzeneggera, narobił długów większych niż Dubaj. Nieuregulowane zaległości przekraczają 68 mld dolarów.
Gubernator tnie więc wydatki publiczne i wysyła pracowników publicznej  sfery na bruk. Część nich, zamiast pensji dostaje urzędowe gwarancje wypłacanie wynagrodzenia w późniejszym terminie. Kalifornii grozi bankructwo – to rozważany scenariusz.
Z tej globalnej perspektywy wrocławskie perturbacje z wartym kilkaset milionów złotych stadionem, którego nie umiemy wybudować, wydają się drobiazgiem. Ale są też elementem większej polityczno-ekonomicznej układanki, z wielkimi aspiracjami w tle. Bez pokrycia, jak trefny czek?