Gdy wszystko gna przed siebie, trudniej o wiarę w powtarzalność cykli.  Ale powroty jednak się zdarzają. Do gazet także. Od pewnego czasu, regularnie, co wtorek,  wydaje circa pięć złotych na  „Przekrój” i czytam od deski do deski.
Byłem pewien, i nadal mam obawy, że po licznych wstrząsach  spowodowanych zmianą właściciela i przetasowaniach  na naczelnym redaktorskim stołku, pismo się nie pozbiera.  Padnie. Zwłaszcza teraz, gdy cała prasa bez wyjątku jest w  odwrocie,  a przapastny internet ogniskuje wszelką ciekawość.
Teraz trzymam kciuki żeby „Przekrojowi” rosło, bo mu się należy. Periodyk jest na dobrej  drodze, żeby zostać sztandarowym tygodnikiem  z prasowej półki tych „kulturalnych”.
Odnotowuję, raczej  z przykrością, że ubywa mi ochoty, by sięgać po „Politykę”. („Wprost” już dawno się nie liczy) Nie może być inaczej, jeśli odnosi się wrażenie, że ci „znani” dzielą się ciągle tymi samymi znanymi już dobrze poglądami i opiniami. Że nie potrafią siebie i czytelników niczym zaskoczyć, że są przewidywalni jak sygnalizacja świetlna. Żakowski, Pęczak, Paradowska, … wystarczy tej trójcy. Zresztą sama polityka  w tym kraju kiepska jest coraz bardziej.