Słowa i obrazy unoszące się nad głową, wirujące wokół, podążające za widzem.  Z bliska to chmura zdalnie sterowanych, miniaturowych helikopterów wyposażonych w diody.  One tworzą projekcję.
Szefowie gigantów reklamowych zacierają ręce na myśl o krociowych zyskach, jakie mógłby im przynieść opracowany w laboratorium MIT projekt Flyfire
Jak podpowiada historia, z pomysłu skorzystaliby chętnie wojskowi propagandziści, zainteresowani komunikacją i  dezinformacją. 
Mam opory, aby dołączyć do grona entuzjastów nowej technologii. Wizja jej powszechnego zastosowania zdecydowanie mnie odstręcza. Flyfire, efektowne w małej skali, zastosowane masowo zwielokrotni efekt visual pollution, czyniąc jeszcze bardziej nieznośny dla oka wielkomiejski krajobraz naszpikowany billboardami i diodowymi telebimami. 
Naiwnie cenię bardziej abstrakcyjne esy floresy, kreślone przez śmigające nad łąką świetliki.