Koniec z darmochą, będziecie płacić –  głos ten wsród prasowych wydawców niesie się coraz donośniej, bo  coraz większa jest  ich  desperacja.  Dziwić się jej trudno.  Tradycyjne media są w  głębokiej defensywie.
Po okresie niezbornych utyskiwań na net,  wydawcy gazet wkroczyli w  etap wysuwania żądań. Wróg jest określony – to rekiny w rodzaju Google  jak i wszelka internetowa drobnica, żerująca na gazetowych tytułach. Bezkarnie kopiują artykuły, umieszczają je na swoich stronach, plagiatują i zarabiająca na tym procederze krocie z reklam.  Oni są winni, że redaktorom i reporterom,  prawdziwym wytwórcom newsów,  w oczy zagląda widmo plajty. 
Prawdy w tym obrazie niewiele. Ledwie cząstka, bo i problem jest bardziej złożony niż  prostacka relacja: twórca-złodziej. Ale o tym dalej.
Jak na razie w pohukiwaniu na internet więcej jest manifestowania siły niż gotowości do wzięcia odwetu.  Kto broni gazetom wprowadzenia – od zaraz – systemu mikropłatności albo abonamentów? Za wyjątkowy towar, wielu skłonnych jest zapłacić. Badania rynku  nie pozostawiają co do tego wątpliwości.  Zatem, skąd zwłoka?
Problem jest palący, ale jeszcze większa niewiadoma, czy posunięcie to nie będzie strzałem w kolano.
Sęk w tym, że wśród wydawców nie ma zgodności, żeby taki krok wspólnie przedsięwziąć.  Plan spali na panewce, jeśli ktoś z konkurencji wybierze inną drogę, zawładnie  niszą tego, który przestawił się na model pobierania opłat od użytkowników.
Wizja, że wszystkie prasowe tytuły nagle zaczną pobierać opłaty za  udostępniane treści on-line, jest równie realna, jak przejście wszystkich Polaków na hinduizm.
Z każdym kolejnym komputerem podpiętym do sieci, z każdym smartfonem, netbookiem – zestandaryzowana forma dostarczania newsów oraz innych  treści, jakim jest gazeta ( i płacenia  za to), staje się coraz bardziej archaiczna.
Społeczny krajobraz ewoluuje, przekształcają się media. Narzędzia, jakimi posługują się dziennikarze oraz sama profesja też zdecydowanie ulegają zmianie.  W tym kontekście wspomina się o przyszłościowym modelu tra-digital journalist.  Znaczenie ma wiedza o tym, jak zmienia się odbiorca i jak można do niego dotrzeć. Tych ważnych elementów jest więcej.
Starcie tego, co trwa  z tym, co nadchodzi nie  raz przypominało zawracanie rzeki kijem.  W 1995 roku Newsweek wieścił upadek internetu. Mylił się bardzo.
Tym razem zapowiada się podobny scenariusz.  Dziś nikt nie myśli o pożytkach płynących z maszyny parowej, lamp, tranzystorów i komputerów wypluwających setki metrów perforowanej taśmy.  Jeśli żal czegoś niezmiernie, to spokoju i mniej opętańczego rytmu życia.
Ad vocem: Ruper Murdoch o przyszłości gazet.

Na koniec jedno jeszcze: wskażcie mi dziennikarza prasowego, który nie  posługuje się w pracy internetem.