Zarzekam się, jak co roku, że utyskiwać na deszczowo-upalny lipiec nie będę. Nie ulegę ckliwym szantażom pogodynek, nie poddam się presji meteopatów. Lipiec od zawsze był arcykapryśnym miesiącem. W 1921 roku, w Prószkowie (Opolszczyzna), odnotowano rekordowe upały – ponad  40 °C. Dziś we Wrocławiu siąpiło. W strumykach, wijących się przez spękany asfalt, pojawiły się żabki. 

Z kaloszami zwykł mi się kojarzyć Opener.  Festiwal właśnie się zaczął, pewnie znów będzie błotnisto-euforycznie. Podpatruję na festiwalowym yotubowym kanale pląsający YEASAYER . Może przetrwam do północy i popatrzę sobie na koncertujących staruszków z New Order. W niedzielę przed pierwszą w nocy transmisja koncertu Brygady Kryzys. Szkoda, że nie grają ze wschodem słońca.