Gdy  Julian Assange, schroniwszy się w londyńskiej ambasadzie Ekwadoru, kolejny dzień oczekuje na przyznanie azylu, WikiLeaks ujawnia mailową korespondencję syryjskich reżimowych władz. To blisko 2,5  mln maili, wysłanych do kilkuset tysięcy adresatów, w latach 2006 -12. 68 tysięcy maili zawiera korespondencję  w języku rosyjskim, kolejne 48 tysięcy zainfekowana jest trojanami. 
źródło: wikileaks
Analizą maili zajmuje się m.in. agencja Associated Press (do czasu). Zazwyczaj, „przecieki” kończą się wysypem mniej lub bardziej poważnych prasowych rewelacji, stawiających jednak w trudnym położeniu władze i dyplomację różnych krajów. Nie bez powodu Amerykanie zagięli na Assange’u parol;  najchętniej widzieliby go w więzieniu. 
Dyplomacja ma w zwyczaju unikać rozgłosu, woli dyskrecję i poufne działania. Nie leży w jej naturze publicznie rozstrząsanie wątpliwości i moralnych dylematów.  
W kogo najmocniej uderzą „Syria Files”? W Rosję, sojusznika Assada? To się okaże. Ale „przeciek” jest sygnałem, że pomimo poważnych tarapatów Assange’a, WikiLeaks działa. Organizacja nadal się liczy, tym razem komplikując zakulisowe rozgrywki trwające wokół Syrii i tajmtejszego reżimu.