Przybywa we Wrocławiu miejsc dla wegetarian. Normalniejemy. W zeszłym roku zadebiutowała klubokawiarnia  „Złe Mięso”. Parę tygodni temu „Machina Organika”, która w stylowych wnętrzach, kusi wegańskimi potrawami sporządzonymi w kosmiczny iście sposób. Zero smażenia, żadnych jajek, a jeśli już mleko to z orzechów nerkowca. Dla mnie potrawą nie z tej ziemi jest np. sałatka z makaronu ryżowego, sosu orzechowo-kokosowego, fasolek mung adzuki, boczniaków i shiitake.
Oba miejsca powstały z pasji. Karmią suto i sprawiają satysfakcję podniebieniu. Przemierzając regularnie Rynek zachodzę często do baru „Vega”. W tym miejscu, kilkanaście lat temu, zaczęła się moja przygoda z wegetarianizmem. Bar ma się dobrze i choć pozornie to najmniej freakowe miejsce, największe dla alternatywnej społeczności  ma zasługi.  
 ***
Wegatarianizm, ba, w ogóle kulinarna aktywność,  bywa polem kulturowej rywalizacji. Przez zołądek do serca, z pokojowym przesłaniem, chcą  trafić pomysłodawcy Conflict Kitchen. W jadłodalni serwują potrawy krajów, z którymi USA utrzymuje napięte stosunki. Skosztować można smakołyków kuchni irańskiej, afgańskiej albo kubańskiej. Życząc  smacznego, mam  drugie, geopolityczne życzenie:  oby nie przybywało potraw z innych krajów.
Na marginesie,  Złe Mięso to również wioska w Borach Tucholskich. 40 chałup na krzyż, kapliczka i skup leśnego runa. Nazwę zawdzięcza rzekomo złemu karczmarzowi.