Jeszcze nie byłem na wakacjach, a już zapobiegawczo szukam odpowiedniej muzyki na schyłkową fazę lata. Takiej, która pozwoli w miarę łagodnie przejść w stan jesiennej hibernacji. Przyznam, że falami nawiedza mnie wówczas spleen. Bywa męczący i regularny jak esemesy komórkowego operatora.
11 września wychodzi drugi krążek the xx.  Otwierający płytę utwór „Angels” przywołuje końcowe kadry wyimaginowanego filmu drogi: krople wolno spływają po szybie samochodu, porzuconego we mgle między drzewami. Z pojazdu dobywa się radiowa muzyka, wabiąc uzbrojonych w latarki ludzi. Przedzierają się przez wysoką trawę…
Każdy ma inne skojarzenia, i pewnie znajdzie się gdzieś miejsce na wątpliwy happy end.

It’s daring, powerful and impressively nuanced –  rekomentuje nową płytę Passion Pit recenzent radia NPR. „Grossmer”  przynosi soczyste brzmienie i garść rozbujanych popowych melodii, obcych słowiańskiej duszy. W kraju nad Wisłą tak się nie śpiewa i nie komponuje takich piosenek. 
Passion Pit jak bryza, działa orzeźwiająco. I pewnie takie zastosowanie znajdę dla nowej płyty. Zaplikuje sobie soniczny farmaceutyk, pobudzający sterane synapsy, słabnące neuroprzekaźniki.