Nastawcie uszu,  zbliża się Reignwolf.  Żadne tam rzewne, dopieszczone w studio pitolenie dla hipsterskiej gromadki w raybanach i klapkach, ale dziki, smolisty blues krzesany z diabelskiej gitary.  Aż sypią się iskry, żar rozlewa się po trzewiach. Wyczekuję płyty.