Społecznościowy gigant niebezpiecznie przesuwa granicę.  W Stanach oraz kilkudziesięciu innych krajach (listę otwiera Nowa Zelandia), testowana jest usługa: zapłacisz, a twój post zostanie lepiej wyeksponowany na tablicy u znajomych.  Zatem nie treść i forma, tudzież autentyczne i przypadkowe czasem zainteresowanie, mają generować „buzz”, ale celowy zabieg, sensu stricto handlowy. 
Moim zdaniem wprowadzenie „promoted posts”  zastępując reguły częściowo chaotycznej i spontanicznej komunikacji promuje praktyki w rodzaju „lokowania produktu”. Internetowa agora przeobraża się w tablicę płatnych ogłoszeń. Jeśli owa usługa się przyjmie, sens straci rozróżnienie na stron biznesowe i całą resztę. Ale czy w marketingu nie o to chodzi, żeby pozorując komunikacje wciskać swój kit?
Usługa może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, bo kto lubi, gdy narcystyczni znajomi rozpychają się na tablicy ze swoimi opłaconymi wpisami o wypitej kawie, sprzedaży mieszkania lub zajefajnych wakacjach w kolejnym tropikalnym raju.