Tworzywa nowej generacji, inteligentne sieci energetyczne, drukowanie 3D, fuzja termojądrowa, spersonalizowane leki  – to pieśń nie odległej przyszłości, lecz kolejnych 20 lat. Ponad stustronicowy raport zawierający omówienie takich kilkudziesięciu innowacyjnych technologii wraz z pomysłami na ich zastosowanie oraz listą instytucji zaangażowanych  w ich wdrożenie publikuje rządowy portal Foresight. Cel jest oczywisty: szukać rozwojowego paliwa dla gospodarki i rynku pracy. Brytyjskiego, żeby nie było wątpliwości.
W zestawieniu z raportem inny dokument, przygotowany w 2009 roku przez Zespół Doradców Strategicznych premiera Donalda Tuska,  pt. „Polska 2030”,  prezentuje się jak dojrzały owoc humanistów. Zamiast prostych wskazań, w co inwestować, jakie technologie i kierunki rozwoju mogą być polską specjalnością, mamy trwożną diagnozę i generalizujące stwierdzenia prowadzą ku mało zobowiązującym konkluzjom. Kto i jak miałby wcielać rekomendowane propozycje w życie, jakich wymagają one nakładów finansowych i  jakiego harmonogramu działań?  Być może nie taki był cel dokumentu? Zatem, gdzie można znaleźć szczegółowe jego rozwinięcie, w kierunku praktycznych zastosowań?
Rodzic planujący ścieżkę rozwoju swoich dzieci już po pobieżnej lekturze dokonań brytyjskiego rządowego think tanku zyska orientację i wiedzę: gdzie szukać edukacyjnego złotego runa, jak ukierunkowywać zainteresowania swoich pociech. Takiej korzyści studiowanie polskiego raport nie przynosi. Nie ma waloru poradnikowego, nie jest adresowany do zwykłych obywateli. Formułuje diagnozę, stawia wytyczne tak ogólne jak wskazywanie kierunku jazdy machaniem ręką. Zapominając, że w tej ręce mamy smartfon z Google maps i GPS-em.