Wynieść się z Facebooka. To mogło być jedno z noworocznych postanowień. Trudne do zrealizowania, jeśli chce się utrzymywać kontakt ze znajomymi.  Łatwe jeśli w pokurczonym przed komputerem ciele budzi się myśl o cyfrowym odwyku i  jeśli ma się poczucie, iż wpatrywanie godzinami w fesbukową tablicę ogłoszeń zabija co najwyżej nudę, a objawami przypomina stupor.
Tak przy okazji, czy są jakieś socjologiczne badania wskazujące, jaki procent z 10 mln polskich użytkowników FB stanowią  bezrobotni?
„„Życie na Facebooku” to nie jest prawdziwe życie, jakie dane jest nam do przeżycia. To nie jest moje życie i nigdy moim nie będzie.” – oświadcza Jarosław Makowski, szef Instytutu Spraw Obywatelskich. Odnoszę wrażenie, że czyni to w manierze rozczarowanego neofity, zaskoczonego owczym pędem, z jakim naród rzucił się do „fejsbukowania”. Tekst przeczytać warto; nie będę prorokiem stwierdzając, że jak zawsze i tu pojawi się trend przeciwny: odwrotu od FB w poszukiwaniu innych cyfrowych atrakcji. 
Zdrowy rozsądek podpowiada, że gdzie indziej – odnawiając kontakt z przyrodą – a nie tkwiąc przed ekranem, warto ożywić w sobie pokłady kreatywności i wewnętrznej inspiracji, dowodzą tego ustalenia naukowców.