Trzeba mieć wielce wygórowane mniemanie o własnych kompetencjach żeby zasiadając w parlamencie, który ma niezwyczajne (jak na standardy europejskie) problemy z tworzeniem dobrego prawa regulującego zasadnicze sfery życia publicznego (np. podatki, gospodarka odpadami), uważać się  – górnolotnie – za obrońcę cywilizacji. Zarazem twierdzić, że powstrzyma się  przemiany kulturowe, które sprawiają że mamy tak wiele związków partnerskich (a będzie ich przybywać, gdyż zmieniają się społeczne normy, zaś wpływ Kościoła na obyczajowość maleje).
Konserwatyści mają akurat tyle okazji  w roku i tyle narzędzi, począwszy od politycznych instytucji, mediów i autorytetu różnych religii, że mogą skutecznie wspierać tradycyjny model rodziny i rodzinę jako taką, bez szerzenia paniki. Zamiast wzmagać fobię niech się zajmą organiczną pracą, a zatem niech zakładają fundacje charytatywne, walczą o sensowny system podatkowy, ulgi prorodzinne, dodatkowe pieniądze na edukacje najmłodszych. Niech pomagają rodzinom wielodzietnym, gdyż te są bardziej niż inne narażone na ubóstwo i pozostawione same sobie. Niech konserwatywne bractwo, tak ponad miarę zatroskane stanem moralności całej reszty, pozwoli reszcie żyć i skończy wreszcie z  nakręcaniem moralnej histerii.