Znamy logo Europejskiej Stolicy Kultury 2016, wyłonione przez jury w konkursie, na który swoją propozycje mógł przysłać każdy. Tylko naiwny sądzić mógł, że wybór nie wywoła emocji. Wszak propozycja wybrana spośród 600 projektów jednym będzie podobać, innym nie. De gustibus non disputandum est. Za to wokół konkursu toczy się kłopotliwa dyskusja, do której organizatorzy mogli  się solidnie przygotować, świadomi iż wokół wszelkim konkursów atmosfera bywa napięta, zwyczajowo towarzyszą im plotki, roi się od spekulacji.
Trzeba było przewidzieć różne scenariusze, asekurując się procedurami. W jaki sposób?
W tego typu konkursach głos powinni zabrać najbardziej zainteresowani, czyli wrocławianie. To oni wskazaliby w głosowaniu listę najlepszych, w ich mniemaniu,  projektów, które dopiero potem winny trafić przed oblicze jurorów. Komisja, kierując się doświadczeniem i znawstwem,  wskazałaby kilka najlepszych propozycji, aby ostatecznie spośród nich, w drugim podejściu, odwołać się znów do vox populi. To wrocławianie wskazaliby faworyta, jednak proces wyboru byłby „moderowany” przez profesjonalistów. Na takich zasadach konkurs przeprowadzony, staje się „z automatu” rodzajem obywatelskiego warsztatu. Wzbudza ciekawość, motywuje do zabrania głosu, a i przy okazji propaguje dobry design i elementarną wiedzę o nim. 
Mleko się rozlało. Dziś można jedynie – dla podtrzymania dobrego obyczaju – zgłoszone na konkurs prace zaprezentować na wystawie. Wszystkie.
P.S.
Mnie, swoją drogą, zwycięski projekt bardzo się podoba.  Pozostając w temacie, logo Muzeum Narodowego w Warszawie przygotowane przez Dawida Cmoka to jeszcze bardziej frapujący pomysł. Sami zobaczcie.