Prawić o miłości i jednocześnie napiętnować, wykluczać. Wątpię, aby taki przekaz miał sens i związek z dobrą nowiną.

„Gazeta Prawna” streszcza wywiad IAR z księdzem abp Henrykiem Hoserem, członkiem Rady do spraw Rodziny przy Episkopacie Polski.

Hierarcha o in vitro:

„Bo jest to – prawdę mówiąc – metoda weterynaryjna, czy też metoda rozmnażania roślin na skalę przemysłową. To jest zupełna dehumanizacja poczęcia człowieka”

i dalej:
„Arcybiskup Hoser – lekarz, ubolewa także, że standardy etyczne medycyny weterynaryjnej są dziś wyższe niż medycyny ludzkiej.”

Na koniec:

„….wszystko to, co się przypisuje zwierzętom, cała ta humanizacja zwierząt idzie w parze z animalizacją człowieka. Człowiek staje się takim zwierzęciem do wykorzystania, a z kolei zwierzęta są przedmiotem praw”

Nie posądzam dziennikarza o uproszczenie, o przekręcenie wypowiedzi. To ks. arcybiskup plecie androny: upraszcza, miesza porządki rozumowania i relacji pomiędzy zjawiskami.  Post hoc ergo propter hoc.  
Twarde, pryncypialne  stanie przy poglądach, którym duchowy daje wyraz, musi prowadzić do odrzucenia w ogóle postępu medycznego i naukowego, uznając je – po manichejsku – za czyste zło. A zatem z podobną krytyką hierarcha powinien odnieść się do przeszczepu szpiku, transplantacji organów, badań prenatalnych i genetycznych, transfuzji krwi, stosowania protez i implantów itp, itd.  Wszak w pewnym sensie są ingerencją w naturalny porządek. A końca tej ingerencji, niestety, nie widać. 
Zaraz, zaraz, czy zatem ksiądz abp nie powinien wyłączyć prądu i siedzieć o świeczce w klasztornej celi, aby dać świadectwo swojej niezgodzie na stan rzeczy. Pewnie jednak bierze tabletki na ból głowy lub na nadciśnienie, o który przyprawia go cywilizacja śmierci. 
Sugestie duchownego, ujęte skrajnie lecz rozumowo jak najbardziej nadające się do przyjęcia, muszą  prowadzić ku totalnej nieufności wobec współczesnego świata. A zatem protagoniści tego typu poglądów powinni czuć opór przed korzystaniem, na przykład, z kosmetyków nietestowanych na zwierzętach (wszak są wyrazem humanizacji niższych istot, która z kolei prowadzi do animizacji człowieka). Opowiadać się konsekwentnie za rytualnym ubojem i dać sobie spokój banialukami o humanitarnym chowie zwierząt. A tak w ogóle to  uznać wegetarianizm i weganizm za narzędzie szatana.
Nie wiem, czy ks. abp Hoser miał kiedykolwiek sposobność rozmawiać z rodzicami dziecka, które przyszło na świat dzięki tej „weterynaryjnej metodzie”. Sądzę, że po takiej wypowiedzi, do spotkania z duchownym  mało kto będzie przekonany, uznając, iż na takim poziomie nie warto rozmawiać.