Dziś, aby skutecznie opanować uliczne wrzenie, niepokoje, rozruchy,  władza posyła w bój nie tylko zastępy ciężkozbrojnej policji, ale ogranicza dostęp do społecznościowych serwisów.

//platform.twitter.com/widgets.js

Deweloperom zamarzyło się postawienie handlowego kompleksu  stanowiącego architektoniczne nawiązanie  do rozebranych w 1940 roku koszarów, reliktu z czasów osmańskiej świetności. Wystarczył iskra, aby protest w obronie skrawka zieleni zamienił się w falę antyrządowych demonstracji. 
Zastanawia mnie tak w ogóle, na ile, w jakim zakresie „blokowanie” dostępu do Sieci jest obecnie regulowane prawnie? Coraz powszechniejszy jest pogląd, iż  korzystanie z internetu winno być uznane za uniwersalne prawo człowieka, a jeśli tak, to kiedy i w jakich okolicznościach władza może to prawo ograniczać? Na ile stosowanie tego rodzaju sankcji, niemal równie uciążliwej jak godzina policyjna, powinno być regulowane np. orzeczeniem Sądu Najwyższego lub decyzją prezydenta? Ciekawe, czy w polskim prawie, w przepisach określających zakres działań państwa mających na celu przywrócenie i zapewnienie porządku, a zwłaszcza w ustawie dotyczącej stanu wyjątkowego, znajdują się odpowiednie zapisy bezpośrednio odnoszące się  do internetu i telefonii komórkowej?