Jaka cisza 
Terkotanie konika polnego
Świdruje skałę
(tłum. Czesław Miłosz)

To jedno z moich ulubionych haiku autorstwa Basho. Wiersz przyszedł  mi na myśl, gdy dowiedziałem się o proteście tureckiego choreografa Erdema Gündüza. Parę dni temu w niezgodzie na zakaz organizowania zgromadzeń na placu Taksim, Gündüz zamarł na kilka godzin na środku placu. Ten gest – milczące i samotne trwanie – zainspirował  innych, urastając do rangi kolejnego symbolu oporu wobec przemocy i represyjnej władzy

1 person’s overnight success on how to protest in #istanbul #duranadam #standingman PM has a lot to learn on comm http://pic.twitter.com/z0La9VCuem
Uwieczniona na niezliczonych fotografiach sylwetka artysty i jego naśladowców, którzy pojawili się na ulicach, skwerach tureckich miast, przywiodła na myśl inną akcję, której pewnie duża część uczestników tamtejszego, obywatelskiego zrywu nie miała sposobności poznać ani zgłębić. Chodzi o peformance „The Artist is Present ” Mariny Abramović w nowojorskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej  MoMA. Abramović usadowiwszy się w krześle spędziła ok. 700 godzin, regularnie o tej  samej porze, odprawiając długi rytuał milczącego wpatrywania się w oczy osobom zasiadającym na przeciwko niej.  Aby móc wziąć udział w performance’ie niektórzy wyczekiwali cierpliwie w kolejce, aby potem wytrzymać ledwie kilkadziesiąt sekund konfrontacji z artystką. Reakcje uczestników bywały skrajnie różne: od obojętności po śmiech, płacz, rozdrażnienie albo autentyczną czułość.
Odnoszę wrażenie, że oba, tak odmienne (z racji innych motywacji oraz innego kontekstu) działania łączy sporo, a przed wszystkim przekonanie, iż cisza i spokój nie są oznaką bierności, jeśli wynikają z głębokiej determinacji. To  daje siłę do godnego wytrwania w konfrontacji z chaosem, pośpiechem, a bardzo często z nagą przemocą. Podsumowując: w prostocie gestu zawarta bywa i siła, i godność.