7 lipca, guru wrocławskich narodowców-kiboli – Roman Zieliński – wezwał na swoim portalu (zwrot „kibol” funkcjonuje tam jako komplement) do szykanowania „lewactwa”, sugerując: „musimy być bezwzględni”. W nocy z soboty na niedzielę (7-8 lipca) nieustaleni osobnicy,  z okrzykiem ‚hej Śląsk”, biją brutalnie kuratora Muzeum Współczesnego Wrocław.  Mężczyzna ląduje w szpitalu. O napadzie informuje media, policja szuka sprawców.
Owszem, nie ma sensu na siłę szukać bezpośrednich związków pomiędzy opisanymi wydarzeniami. Można za to mówić o wzbierającej fali, kiedy to złowrogo brzmiące hasła, związana z nimi agresywna ideologia, służą za inspirację i uzasadnienie aktów przemocy. Od fanatyzmu na trybunach do fanatyzmu na ulicy prowadzi, jak widać, krótka droga. Skłonność do agresji, maskowana (?) politycznym zaangażowaniem,  manifestuje się coraz odważniej. Z początku na marginesie, wkracza w sferę publiczną z  jawną intencją jej zawłaszczenia i narzucenia własnych plemiennych reguł.
W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz przestrzega  przed grożącą falą przemocy. Mówi o  nastawionych agresywnie, zaczadzonych rasizmem grupach pseudokibiców mogących terroryzować całe osiedla. 
Nim sięgnie się po skuteczną receptę, warto poszukać przyczyn (nie tylko społecznych) tego zjawiska. Angielski Narodowy Instytut Badań nad Zdrowiem (NIHR) przeprowadził sondaż wśród ponad 4 tysięcy członków młodocianych gangów i stwierdził u nich ponadprzeciętny poziom występowanie problemów o podłożu psychiatrycznych. U 85,8 procent wykryto zaburzenia osobowościowe. Problemy z alkoholem ma  2/3.  Na psychozy cierpi 1/4, a ponad połowa boryka się ze stanami lękowymi.  34 procent przebadanych osób przyznała się do podejmowania prób samobójczych.  Czas zdiagnozować  naszych kiboli.